26/01/2012
Dla AdamówDziad i babaWybranka i Drogi SercuRaz, Dwa, Trzy Kolejny/a Amor i Wenus

Plusy i minusy życia na kocią łapę

Wielu osobom decyzja o życiu na kocią łapę może wydawać się całkiem sensowna. Myślą one sobie:zamieszkamy ze swoim partnerem,dzięki temu będziemy spędzać ze sobą więcej czasu,zaoszczędzimy pieniądze dzieląc opłaty i zobac

 

Plusy i minusy życia na kocią łapę

 

Wielu osobom decyzja o życiu na kocią łapę może wydawać się całkiem sensowna. Myślą one sobie: zamieszkam ze swoim partnerem, dzięki temu będziemy spędzać ze sobą więcej czasu, zaoszczędzimy pieniądze dzieląc opłaty i zobaczymy, czy rano bez większych awantur będziemy w stanie dzielić się łazienką. Jednak gdyby taka osoba była dzieckiem Scotta Stanleya, to błagałby ją na kolanach, by tego nie robiła.Scott Stanley jest psychologiem na Uniwersytecie w Denver oraz autorem bloga ?Sliding vs Deciding" (z ang. Poddawanie się losowi kontra świadoma decyzja - przyp. Onet. pl). Naukowiec ten poświęcił 15 ostatnich lat badaniom zjawiska życia na kocią łapę.

 

Sprawdzał, czy wspólne mieszkanie przed ślubem ma jakiś związek z udanym małżeństwem oraz czy zwiększa ono ryzyko rozwodu. W lipcu zaprezentował wyniki prowadzonych razem z kolegami pięcioletnich badań, sponsorowanych przez amerykański National Institute of Child Health and Human Development. Doszedł do wniosku, że od 60 do 70 procent amerykańskich par mieszka ze sobą przed ślubem oraz że w przypadku dwóch trzecich takich par życie na kocią łapę jest wynikiem przypadku, a nie świadomej decyzji. Na tym nie koniec. W lutym tego roku Stanley przebadał wraz z innymi.

 

naukowcami 1050 zamężnych osób pod kątem plusów i minusów bycia razem. Odkrył, że 19 procent ankietowanych, którzy mieszkali z sobą przed ślubem, w pewnym momencie zaczęło mówić o rozwodzie. Natomiast w przypadku tych par, które wstrzymały się ze wspólnym mieszkaniem do zawarcia małżeństwa, wskaźnik ten wyniósł 10 procent. Wyniki tych badań stanowią potwierdzenie podobnych raportów, opublikowanych w połowie lat 90. Pokazały one, że mężczyźni mieszkający ze swymi wybrankami przed ślubem byli z reguły mniej przywiązani do swych partnerek i mniej zainteresowani utrzymaniem związku796329_engagement_3.jpg niż panowie, którzy zamieszkali ze swymi paniami dopiero po wypowiedzeniu sakramentalnego ?tak".

 

To właśnie te doniesienia wzbudziły zainteresowanie Scotta Stanleya. - Nie spodziewałem się tego - mówi 53-letni naukowiec. Szybko jednak wypracował teorię na ten temat. - Pomyślałem, że istnieje grupa mężczyzn, która wzięła ślub z kobietą tylko dlatego, że z nią mieszkała. W przeciwnym wypadku panowie ci nie ożeniliby się z tą panią - wyjaśnia. Zdaniem naukowca podstawowym problemem par żyjących na kocią łapę jest zjawisko inercji. Wspólne życie, dzielenie się kosztami oraz totalne związanie swoich losów utrudnia decyzję o ewentualnym zerwaniu. Ludziom takim łatwiej byłoby się ze sobą rozstać, gdyby mieszkali osobno. - Niektóre osoby wpadają w pułapkę i kończą, marnując ze sobą czas. Nawet jeśli taka para nie bierze ze sobą ślubu, to czasem przeciąga żywot swego związku i traci w ten sposób szanse na znalezienie odpowiedniejszych partnerów - stwierdzaNależy jednak zaznaczyć, że nie można sprowadzać wszystkich mieszkających ze sobą par do wspólnego mianownika.

 

Badania Stanleya dowiodły, że ci, którzy postanowili ze sobą zamieszkać po zaręczynach są prawie tak samo szczęśliwi w małżeństwie jak ludzie, którzy wprowadzili się pod wspólny adres dopiero po ślubie. Naukowiec przypisuje to rozmaitym stopniom przemyślenia decyzji o wspólnym życiu. - Narzeczeni oraz nowożeńcy dobrze zastanowili się nad tym, czy chcą dzielić ze sobą przyszłość, podczas gdy niektóre mieszkające ze sobą pary nie są pewne, w jakim kierunku zmierza ich związek - zauważa psycholog.

 

Często jeden z partnerów postrzega wspólne życie jako krok w kierunku ślubu, a drugi raczej się nad tym nie zastanawia - mówi. Dodaje, że zdarza się, iż dane pary ?jakoś tak" ze sobą zamieszkują, a następnie mają ze sobą dzieci i biorą ślub, bez głębszych dyskusji na temat podejmowanych decyzji oraz zachodzących w ich życiu zmian. - Nie powinno 494522_man_and_woman.jpgsię decydować na wspólne życie, nie będąc zaangażowanym w dany związek, bez świadomej rezygnacji z innych opcji. Jeśli dana osoba nie zdecydowała się na bycie z właśnie tym partnerem, to nie można mówić o zaangażowaniu. Wydaje się jednak, że ludzie nie rozmawiają o tym, co znaczy dla nich wspólne życie, tylko po prostu jakoś tak przypadkowo odkrywają, że mieszkają pod jednym dachem - opowiada Stanley. Jednak to nie życie w konkubinacie osłabia poszczególne związki.

 

Badania naukowca dowiodły, że osoby, które podjęły przemyślaną decyzję o byciu ze sobą, nie ponoszą większego ryzyka, że ich małżeństwo będzie nieudane niż ci ludzie, którzy zamieszkali ze sobą po ślubie. Większe ryzyko ponoszą za to takie pary, które pobierają się ze względu na presję społeczną albo dlatego, że urodziło im się dziecko. - Życie ze sobą nie stanowi większego zagrożenia dla związku. Może ono natomiast cementować zagrożone pary - twierdzi psycholog. Jego zdaniem wszystko sprowadza się do tego, że ludzie nie powinni postrzegać wspólnego mieszkania jako niewinnej decyzji, która nie ma większego wpływu na ich życie. - Powinny one przynajmniej przedyskutować tę kwestię i wyjaśnić ze swym partnerem wszystkie ewentualne wątpliwości - podsumowuje Stanley.

 

Zobacz również

Eskulap - Temida

Hipochondria

"Hipochondria jest to, zgodnie z definicją, chorobliwa, przesadna troskliwość o ...

Eskulap - Temida

Niepełno sprawni stracą pracę bo ...pracują

Eskulap - Temida

Nie lekceważ grypy

Eskulap - Temida

Stres - Twój przyjaciel czy wróg?

Zobacz również

Amor i Wenus

Dorosłe dzieci rozwodników

W Polsce co roku rozwodzi się około 70 tys. małżeństw. I nie zdają sobie sprawy z teg...

Amor i Wenus

Facet to świnia

Amor i Wenus

Material GIRL

Amor i Wenus

Samotna mama, a nowy tata twojego dziecka